Jadłodajnia oniryczna czyli Ars Cameralis 2009
Górnośląski Festiwal Sztuki Kameralnej, bo tak dokładnie nazywa się impreza, która swój start prognozuje na 6. listopada, to festiwal, który od siedemnastu lat serwuje nam misz-masz z dziedziny sztuki i kultury. Dlaczego misz-masz? Co roku Ars Cameralis skrupulatnie dba o to, aby w salach koncertowych i widowiskowych co większych ośrodków kulturalnych Śląska pojawiali się artyści z różnych zakątków świata i różnych zakątków artystycznych. I tak będziemy gościć na naszym zindustrializowanym talerzu poetów, aktorów, reżyserów, muzyków, krytyków a nawet i naukowców. Hasło przewodnie tej edycji: „Podróż do kresu nocy”.

Nie mniej jednak program festiwalu jest nafaszerowany niszowymi i ambitnymi smaczkami. Zatem zadajmy sobie pytanie: z czym się je taki festiwal? Przede wszystkim zapomnij o czymś takim jak sztućce. Zapomnij o zasadach etykiety i pobaw się w przodka Freda Flinstone’a – jedz garściami. Radzę upaćkać całą dłoń w lekkostrawnej papce kameralnego brzmienia z różnych zakątków świata. Dania, Francja, Stany Zjednoczone. Co do obrazów – wsysajcie je jak makaron, ale proszę nie siorbać i nie mlaskać. Proszę się nie przejmować, kiedy pod paznokciem znajdą się afrykańskie maski, litewska produkcja Snu Nocy Letniej czy sam Jarosław Kurski. Przyprawy są zbędne, bo to co serwują w restauracji Ars Cameralis Silesiae Superioris nie jest jakąś tam jałową solą czy rozcieńczonym maggi – nie ma mowy o płaskim smaku. Przygotuj się na waniliową lirykę Zbiegu Poetyckiego, na surrealistyczne połączenie kardamonu z kurkumą w wersji japońskiej czy hiszpański imbirowy posmak Carlosa Saury. Oczywiście wszystkie potrawy ozdobione złotymi drobinkami marzeń sennych.
Festiwal Sztuki Kameralnej to przedsięwzięcie z górnej półki, o czym świadczy pojawienie się na suto zastawionym stole deseru. Bo deser jest jak najbardziej z górnej półki. Śląsk kominy przywitają pod koniec listopada wirtuoza kina – Davida Lyncha oraz magiczny kolektyw zza oceanu czyli Yo La Tengo.
Podsumowując krótko i rzeczowo: listopad na śląskiej scenie kulturalnej to przede wszystkim ładna muzyka, ambitne spektakle teatralne, nietuzinkowe wystawy, a przede wszystkim ludzie, którzy to wszystko tworzą. A jeszcze krócej rzecz ujmując: oniryczno-pyszny listopad nam się szykuje.
Franciszka Tryfil
Matka Boska popkultury pierze brudy mądrości
Jest nie tylko wyznacznikiem fal muzyki popularnej. Dziewczyny mknęły przez miasto w jej autorskich fatałaszkach z H&M. Co bogatsze unosiły się nad chodnikami z kolekcji Louis Vuitton. Wszyscy pili Pepsi, wszyscy mieli Motorole. Wszyscy wiedzieli coś-nie-coś o historii Argentyny i wszyscy zaczęli się fascynować jogą, a później kabałą. A na samym końcu wszyscy dostali mądrość i seks.
Najseksowniejsza komedia lata! Pierwszy film w reżyserii Madonny pełen błyskotliwego humoru, zaskakujących dialogów i pikantnych wątków z biografii królowej muzyki POP. “Mądrość i seks” to opowieść o trojgu młodych przyjaciół, którzy prowadzą ekscytujące życie w wielokulturowym Londynie. Główny bohater – wokalista zespołu punk-rockowego A.K. (Eugene Hutz) nie może utrzymać się z muzyki, więc zarabia na życie, spełniając perwersyjne fantazje żonatych mężczyzn. A.K. zakochany jest w swojej współlokatorce Holly (Holly Weston), baletnicy pracującej jako striptizerka. Ich przyjaciółka, seksowna lekomanka Juliette (Vicky McClure) jest obiektem pożądania swojego żonatego szefa, którego awanse konsekwentnie odpiera. Cała trójka próbuje odnaleźć swoje miejsce w życiu. Co będzie dla nich ważniejsze – mądrość czy seks?
Debiut – to brzmi dumnie. Królowa M. ma na swoim koncie takich kilka. Debiut muzyczny, debiut aktorski, debiut teatralny, debiut pisarski. Nie mogło zabraknąć debiutu reżyserskiego. Ale tak jak Madonna jest wykreowana na wysportowaną boginię muzyki popularnej, tak o byciu aktorką i reżyserką to ona nie ma najmniejszego pojęcia. Brzydko mówiąc: ten film po prostu ssie.
Sama zainteresowana mówi: Zawsze ceniłam sztukę filmową i umiejętność opowiadania dobrych historii. Po prawie trzech dekadach występowania przed kamerą postanowiłam wreszcie wziąć sprawy w swoje ręce. Czy mowa o tych trzech dekadach aktorskich zabiegów, co to doprowadziły do fiaska reżyserów? Ale to, co teraz Królowa M. wzięła w swoje włoskie palce to miałka i nieudolnie skondensowana chimera mądrości i seksu. A sama historia jak historia. Wątek autobiograficzny horrendalny, że niby bary ze striptizem, że niby pomoc charytatywna, że niby śpiewam i tańczę i jem pomarańcze. Ani mądrości, ani seksu. Bo o jakich mądrościach tutaj mówimy? Na sam dźwięk głupkowatego there is a saying in my country… odpadasz jak Jacksonowi nos. Seks? Chyba nie chodzi o imigrancki zakład erotycznych wyuzdań i autobiograficzny wątek zarobienia na życie w barze ze striptizem? Poza tym nakreślone charaktery pozostawiają wiele do życzenia. Hutz jest wylansowany na imitację (!) rockowego Borata, który siedząc w wannie sypie ludowymi przysłowiami od czasu do czasu pobawi się w chłopca na posyłki ślepego literata. Mamy tutaj też cnotkę-niewydymkę, w której się owy Borat kocha. Cnotka-niewydymka ma problemy z samą sobą, a bonus-problemem jest brak pieniędzy na naukę baletu. No, to idzie cnotka-niewydymka do baru na naukę striptizu. To może iść pod młotek jako komedia. Z kolei madonnopodobna farmaceutka, która de facto ciągnie to wszystko, jest swoistym jednorożcem pociągowym. Jej celem jest dobro małych Afrykańczyków, ale po co do jej cudownej postaci dokładać dwóch nieudaczników? Podejrzewam, że film o madonnopodobnej farmaceutce byłby chyba bardziej zajmujący niż to, o czym faktycznie jest ten film.
Nie mam serca jeździć po największej skandalistce naszych czasów, jak po łysej kobyle, także szepnę dwa miłe słówka. Gogol Bordello i kamera z ręki. Zespół Hutza to miła odmiana, wszak folk rozchodzi się szerokim łukiem w masówce, a kamera z ręki miała chyba oddać rzetelność historyjki, no ale, co tam się będziemy nad nią dalej rozwodzić, ładnie się patrzy.
Co by nie powiedzieć o tym pokręconym obrazku, to jednak Madonna starała się powalić na kolana morałem. Chociaż przekaz jest miałki, to jego banalność w sam raz nadaje się dla równie żądnej banalności masy krajów rozwiniętych. Bez brudu nie ma mądrości, bez zła – dobra. Że niby z Madonny taka myślicielka i kobieta pełna doświadczenia. Najseksowniejsza komedia lata to raczej głupkowato-gorzkie pseudo-profetyczne łzy. W sam raz dla wszystkich, zupełnie nie w sam raz dla mnie.
Franciszka Tryfil
Słowami nowego początku i starego końca
Skończył się etap skumulowanego stresu, doszło sporo nowych doświadczeń literackich i nie-literackich, pojawiło się kilka tekstów w prywatno-nie-prywatnej szufladzie. Zmieniło się oko. Teraz mam pokaźny stosik książek do przeczytania, i z czasem będę tutaj wrzucać nowe, świeże teksty i komentarze krytyki względem świata i ludzi.
Także bądźcie cierpliwi, o ile jeszcze ktoś jest po drugiej stronie, w maju pojawi się coś z całą pewnością. Pozdrawiam.
Franciszka Tryfil.
Kobiety rosną w siłę. III FEMINOstrada
Stowarzyszenie Aktywne Kobiety Sosnowca oraz Centrum Sztuki Filmowej w Katowicach są tegorocznymi organizatorami trzeciego przeglądu filmów o tematyce kobiecej – FEMINOstrady, który szalenie i gorąco polecam, ponieważ jak na moje kobiece oko i na zbliżający się Dzień Kobiet impreza jest strzałem w dziesiątkę dla Polki XXI wieku.
Z tego co daje nam do zaserwowania FEMINOstrada to przede wszystkim kino niekonwencjonalne dla smakoszek sztuki niezależnej, ale każda z Was powinna znaleźć coś dla siebie zważywszy, że program obejmuje m.in. 33 sceny z życia Szumowskiej, francuski Opowiedz mi o deszczu czy też Kobiety z Meg Ryan. Do tego muszę, koniecznie, dodać, że FEMINOstrada to nie tylko kino, ale także dwie wystawy, szereg warsztatów, spotkań i paneli dyskusyjnych związanych z pozycją kobiety w XXI wieku.

- FEMINOstrada to trzecia edycja progresywnego przeglądu filmów o tematyce kobiecej, prezentującego dzieła wykraczające poza granice konwencjonalnego kina
Podpisuję się pod całą FEMINOstradą rękami, nogami i nawet tym czego nie mam, a co miałabym będąc mężczyzną. Dlaczego? Podoba mi się szalenie, że pozycja kobiety w społeczeństwie rośnie. Że kobieta już nie jest tylko matką, nie jest już tylko żoną i nie jest też TYLKO kochanką. Stereotypy w tej kwestii powoli zanikają, chociaż jeszcze można by przytoczyć milion przykładów upodlenia i poniżania kobiety, która niestety nie ma świadomości, że jednak jest warta czegoś więcej niż zabrudzonego tłuszczem rondla. Do tej pory mężczyźni myśląc, że mają coś więcej za rozporkiem mają władzę, o ile to można nazywać władzą, nad Kobietami. Smutna prawda jest taka, że same Kobiety dają sobą w znaczący sposób pomiatać, a później masz te wszystkie kłótnie, rozwody i inne szopki. Dlatego według mnie Kobiety powinny stawać się niezależne, znać swoją wartość i sukcesywnie dążyć do spełnienia się w roli matki, żony i kochanki, ale przede wszystkim, i to jest najważniejsze – w roli Kobiety. Jestem jak najbardziej za tym aby kobiety się rozwijały, aby wzbogacały się o nowe umiejętności, kształtowały swoje ja i potrafiły, a to w dzisiejszym świecie jest, jak dla mnie, bardzo istotne, odwrócić się na pięcie i machnąć na faceta warkoczem, żeby nie myślał sobie, co to bez niego przypadkiem żyć nie można, że kobieta w jakiś sposób zawdzięcza mu dach nad głową i przysłowiową miskę ryżu. Kobieta nie powinna dalej siedzieć w tej obskuranckiej rzeczywistości gospodyni PRLu, gotować konfitury i prasować koszule męża. Rebecca West powiedziała Feministką nazywają mnie, gdy robię coś, co odróżnia mnie od ścierki do podłogi, a ja jestem przekonana, że nadal wielu mężczyzn, ale również i kur domowych tak właśnie postrzega feminizm – bunt stada Baba-Jag bez mioteł i odkurzaczy, a dodatkowo, samo pojęcie feminizmu ma aktualnie wydźwięk pejoratywny. Ale czy feministka nie może mieć męża i gotować mu obiadków, a kobieta pewna siebie tupnąć nogą na pralkę? Nie mówię Nie! Mężczyznom. Mówię im jak najbardziej Tak! Więcej Mężczyzn!, ale mężczyzn zdających sobie sprawę, że relacja z partnerką nie polega tylko na wynoszeniu śmieci i naprawianiu kranu, który z zasady rzadko się psuje. Mówię Tak!!! Mężczyznom, przez duże M., jak i Kobietom przez duże K.
Feminizm – bunt stada Baba-Jag bez mioteł i odkurzaczy
Tutaj nie chodzi o jakieś tam feministyczne hasła równouprawnienia, jak i osam feminizm, który de facto z moimi poglądami nie ma nic wspólnego, bo feministką nie jestem. Chodzi tylko o to, w jaki sposób kobieta jest odbierana we współczesnym świecie. To, że jest równouprawnienie nie zwalnia mężczyzn z przepuszczania ją przez drzwi. Zasady dobrego wychowania dotyczą obu stron – mężczyzna jako dżentelmen powinien przepuścić, a kobieta podziękować. Mówi się, że mężczyzna nie powinien uderzyć kobiety nawet płatkiem kwiatu, mówi się też, że każda dama płaci sama, i naprawdę, moi drodzy Mężczyźni, nikt Wam nie każe płacić za kobietę w kawiarni, to tylko Wasza wola, a nie dżentelmeństwo. Kwestia równouprawnienia, modnego ostatnio słówka, mogłaby pozwolić Wam sądzić, że to jednak Wy w dalszym ciągu stawiacie warunki, a tu jednak rozczarowanie, istnieje jeszcze prawo etyczne, do którego zaliczam właśnie zasady konwenansu towarzyskiego. Oczywiście nie wolno mi generalizować, i znam wielu Panów, którzy z zachowaniem się w stosunku do Kobiety nie mają najmniejszego problemu, ale znam również i takie przypadki, które wołają o pomstę do nieba i kastrację, bo niewskazany i nienaturalny jest związek Kobiety ze zwierzęciem, a z Mężczyzną.
Wracając do Kobiet i tego, że coraz powszechniejsza jest ich siła – przykładów jest bez liku. Można by zacząć od znanych i (nie)lubianych celebrities Zachodu, ale wolę opierać się na płodach polskiej ziemi. Jednym z takich płodów jest płód kontrowersyjny, na językach wielu, aktorka i piosenkarka – panna Peszek. Nasza Maryśka jest wręcz sztandarem niezależności, manifestem swojej kobiecości, swoich walorów, swojego ja-Kobieta i sukcesywnie przedstawia swój punkt widzenia, a nigdzie nie zostało odnotowane, że jest feministką. Kolejna ikona związana z tematem, akurat tutaj bonusem jest feminizm– Kazimiera Szczuka. Powiedziała kiedyś w wywiadzie Katarzyny Bielas: Ja zawsze mówię otwarcie, że jestem feministką, bo wydaje mi się, że to słowo jest unurzane w stereotypach i jakby przeklęte. I myślę, że dobrze jest, żeby różne fajne babki po prostu używały go w sensie afirmatywnym, dla dobra sprawy. Myślę, że w tej kwestii komentarz jest zbędny.
I tak właśnie FEMINOstrada ma za zadanie rozróżnienie bycia feministką, pomiędzy byciem kobietą niezależną, a kurą domową. Naszą ambicją jest, aby FEMINOstrada stała się miejscem, gdzie spotykają się nowe idee, a kobiecość zostaje oddarta ze stereotypów. Wszystkie stereotypowe skojarzenia, jakie dotychczas mieliśmy słysząc hasło „kobiecy świat”, poddajemy twórczym dekonstrukcjom. – mówią organizatorzy imprezy. Tak więc zapraszam w dalszym ciągu na trzecią już FEMINOstradę i życzę wszystkim Kobietom bardzo dobrego, zdecydowanego i kształcącego Dnia Kobiet, który chociaż swój rodowód polski zaczął w PRLu, w dalszym ciągu jest kultywowany.
Franciszka Tryfil.
Od owadziego zera do kinowego bohatera

Szwedzka bajka z 1986r Otmar'a Gutman'a.
Pozostaję z dzikim uśmiechem na ustach po horrendalnej dawce efektu stop motion czyli animacji poklatkowej, którą tak naprawdę rodzice karmili nas od dziecka; pamiętacie Misia Uszatka, Sąsiadów czy szwedzkiego Pingu. Kiedy minęła era oglądania TVP1 i już wszystkie dzieci miały upragnioną kablówkę, National Geographic i Animal Planet też zaczęły nas karmić całkiem niezłą dawką animacji poklatkowej. Ale ani jedni, ani drudzy nie mogą się równać do pionierów Alberta E. Smith’a i J. Stuarta Blackton’a, którzy jako pierwsi w 1898r. zaprezentowali technikę stop motion oddając światu The Humpty Dumpty Circus, gdzie zabawki magicznie ożywały. Do pionierów animacji poklatkowej możemy, my, Polacy przepełnieni dumą, zaliczyć Polaka, który urodził się w Moskwie, wychował na Litwie, a uczył w Estonii – mam na myśli Władysława Starewicza, który jako pierwszy poprzez animację poklatkową opowiadał spójne historie, a zainspirowały go żuki jelonki z ziem litewskich.
Poklatkowa technika realizacji to metoda rejestracji obrazu wykorzystywana głównie w klasycznym filmie animowanym oraz w filmach naukowych (za jej pomocą rejestruje się np. wzrost roślin, ruch ciał niebieskich, zmiany zachodzące w organizmie; proces, który rzeczywistości trwa kilka dni lub tygodni, zostaje skrócony do kilkudziesięciu sekund).; źródło: Wikipedia

- The Magic Roundabout – francuska produkcja lansowana przez Brytyjczyków m.in na antenie Cartoon Network
Według Wikipedii animacja poklatkowa to animacja stworzona na podstawie klatek będących zdjęciami. Brzmi skomplikowanie, a w praktyce sam proces nie jest tak zawiły jak wykonanie. Żmudna, ciężka robota i dopilnowanie, co by wszystko było dopracowane na ostatni guzik, a elementy dekoracyjne nie zmieniały nagle swej pierwotnej postaci. Albo żeby fotograf się nie zniechęcił. Przykład bardzo wytrwałych chłopaków.
Innym przykładem o braku niechęci do animacji poklatkowej jest niemiecki serial animowany Das Sandmännchen, który początkowo miał na celu szerzyć propagandę zimnej wojny we wschodnioniemieckiej telewizji. Ale nie tylko dzieci z NRD oglądały Piaskowego Dziadka, bo i w RFN był transmitowany (1959 – 1991). Nie byłoby w tym ciekawostki, gdyby nie fakt, że wersja wschodnioniemiecka Das Sandmännchen jest emitowana od 1959 roku do dziś, tym samym czyniąc z niej najdłuższy serial animowany świata.
Wracając do współczesności – wygrzebałam w tej skarbnicy bez dna, tj. w internecie, perełki stop motion, wobec tego podaję na platynowej tacy rarytasy, raczcie się.
- Dla fanów Game Boya, Mario i/lub Lego zapewne łezka w oku się kręci.
- Piosenka Her Morning Elegance Izraelczyka Orena Lavie znana skądinąd z reklamy amerykańskiego koncernu samochodowego, którą jestem zauroczona, i która mnie zainspirowała do wklejenia tego posta.
- Chyba najbardziej znany efekt stop motion czyli Ludzki Snake.
I pomyśleć, że to wszystko przez zamiłowanie Starewicza do entomologii, a zatem dziękujmy owadom za dynamiczny rozwój animacji poklatkowej, która mimo upływu lat dalej jest niezwykłym łakociem zarówno dla tych młodszych, jak i tych starszych.
Franciszka Tryfil.
Esz jak szafiarstwo

W modzie wszystko jest dozwolone?
Szafiarstwo to teraz taka nowomoda . Wyznaje je, w dużej mierze, płeć żeńska, chociaż rodzynki też się znajdą. Polega to mniej więcej na zdobywaniu różnych elementów stroju, przeważnie ze sklepów z używaną odzieżą, a później zestawianiu w różne wymyślne kompilacje i prezentowanie szerszemu gronu poprzez pstryknięcie sobie zdjęcia i wklejenia na bloga. Tylko problem w tym, że to co miało być wymyślne i z założenia oryginalne jest śmieszne i nie przypominające niczego nowomodnego.
Na całą tę społeczność szafiar i szafiarek natknęłam się stosunkowo niedawno. Wpadłam na zwykłego fotobloga, który okazał się być modowym fotoblogiem. Dziewczyna miała całkiem porządne zdjęcia, nietuzinkową urodę i czasami dziwaczny, ale do zniesienia gust. Komentarze pękały w szwach od komplementów. A ja? Też mi się zapragnęło takiego fotobloga szafowego. A co! Jeszcze jak przeczytałam, że takie szafiary zrobiły sobie w Krakowie spęd, to od razu pomyślałam: no, dla mnie bomba. I zostanę jedną z szafiar. Mój zapał pozostał tylko słomianym, kiedy krok po kroku zjadałam szafiarski torcik, który okazał się niezwykle niesmaczny i kiczowaty.
Okazuje się, że szafiarowe blogi w większości są wołającą o pomstę do nieba nędzą. Prezentują swoje jakże oryginalne pomysły dziewczyny, które są siedliskiem kompleksów. Nie przyciągają mnie blogi, które wlepiają fotki z komórki, w dodatku słabo identyfikujące płeć. Nie jestem usatysfakcjonowana rozwojem podziemnej mody polskiej, kiedy w trzech pod rząd notkach dziewczyna prezentuje płaszcz w różnych odcieniach, z tymi samymi oklepanymi, nudnymi dodatkami czyli kolorowe rajstopki, malusia torebeczka i słodki berecik. Kompletnie mnie nie rusza, kiedy widzę kobietę, dodam do tego KOBIETĘ, która ma już dziecko w podstawówce, i ni w ząb jest atrakcyjną trzydziestką, prezentującą swój rzekomy styl, prostej mamusi w krótkich sukienkach z mało apetycznymi nogami. Błagam, błagam! Co rusz na tych rzekomych twórczych blogach to samo. Nieudolnie pseudomodelkowate zdjęcia i oklepane motywy garderoby, i nie mówię tutaj o spodniach. A jeśli nie ma oklepanych motywów mogę ucztować nad bezsensownością i totalnym brakiem kreatywności. W modzie wszystko jest dozwolone? Ci z góry mają na to jakikolwiek wpływ, na to co jesz i na to, czy wybierzesz kolor rajstop czarny, czy pomarańczowy do czerwonej bielizny.
Ja doskonale rozumiem, że takie dziewczęta myślą, że mają w sobie tę iskrę, która powali całą resztę kulawej konkurencji szafiarkowej na nogi; odkryje je jakiś Armani i będą bogate, będą mogły rozwijając tę PASJĘ, a te prognozy sprawił SH i ich super intelekt czy dar od Boga. Ale jak tu się wspinać na wyżyny kiedy samemu się jest kulawym? To trochę smutne tworzyć coś, nie dla siebie(choć wszystkie się zrzekają, że to ich świadomy, bezinteresowny wybór – phi, każdy lubi oklaski), a dla kogoś innego by zwrócić na siebie uwagę. Takie to patetyczne, a my nie lubimy patosów.
Rzecz jasna bywają i takie dziewczyny, które całkiem fajnie się eksponują. Które FAKTYCZNIE interesują się modą, i które się nią bawią, Bawią, przez duże B, i nie wymyślają przesadnie nowego języka tylko umiejętnie i niezwyczajnie do tego podchodzą. Niestety to nieliczne grono, dlatego nie warto o nim wspominać bo broni się doskonale samo. A już w ogóle fantastycznie broni się to grono, które eksperymentując z trendami nie wpisują img src. By podsumować moje rozważania, jeszcze tylko jeden cytat, który w ubiegłorocznej Machinie wrył mi się dosyć mocno w synapsy. Dżinsy i t-shirt to nie moda. To ubranie. Niestety trzeba powiedzieć, że połowa pseudoszafiarek chyba nigdy nie miała ani t-shirtu, ani porządnie dżinsowatych spodni na tyłku, co dyskwalifikuje ideę szafiarstwa do zera.
Franciszka Tryfil.
Wstępniak
Witam najserdeczniejszej, jak tylko z mocy serdeczności się da, Państwa!
Zasady dobrego wychowania wymagają odpowiedniego przywitania się z Odbiorcą. Toteż witam Odbiorcę i ostentacyjnie macham łapką. Znalazłeś się na stronie, która ma służyć jako swoista wolna amerykanka. Artykuły, felietony, wywiady. Ciekawe osobistości, zjawiska popkultury, surowe recenzje. Osobiste szkolenie ostrości pióra.
Wam życzę miłej lektury, sobie Czytelników, a światu gratuluję takiego płodu.
Najserdeczniejsze z najserdeczniejszych pozdrowienia.
Franciszka Tryfil.